wtorek, 26 maja 2015

o tym jak piosenki się mylą

Suknia wieczorowa z kwiaty berberysu tkana...

 A może ta suknia powinna była zostać utkana z liści berberysu?
Zawsze zachwyca mnie zmienność koloru liści u Athropurpurei (przycinanej) Im głębiej w krzak tym liście bardziej zielone, a na wierzchu bordo, więc przy cięciu wychodzą bardzo fajne, "tęczowe" efekty kolorystyczne
 A kwiaty berberys akurat ma niespecjalne, o ironio, bo owocki znów bardzo dekoracyjne.
Zawsze byłam zdania że Mickiewicz nie miał pojęcia o przyrodzie, nie "uniwersalizm świata przedstawionego", kiedy wymieniał bratki, róże i chryzantemy razem

niedziela, 17 maja 2015

wszystkie plagi egipskie

W tym roku zima była łagodna, więc wszystkie plagi przetrwały i wyłażą. Mam więc:
 misecznika na cisie,
ochojnika (na różnych iglakach),
miodownicę na bukszpanie,
zwójki na irdze błyszczącej (wyjątkowo ją lubią) i dereniu,
przędziorka na śnieguliczce i barwinku,
mszyce na różach, dereniu, porzeczce, tawule, klonie ...
A nawet mączlika szklarniowego - który w naszym klimacie powinien występować tylko w szklarniach ...
I wszystkie te zdjęcia były zrobione w przeciągu tygodnia.
Szczęśliwie większość z tych plag można zwalczyć poprzez oprysk preparatem owadobójczym systemicznym, typu : Fastac , Mospilan* czy na mszyce Nerelle
(
misecznik na cisie

miodownica na bukszpanie
ochojnik na sośnie, początki

zwójka na irdze błyszczącej

*misecznika zwalcza z tych tylko Fastac, na ochojnika najlepiej pryskać Promanalem w okresie pękających pąków, ale jeśli przetrwał, lub się go zbyt późno zauważyło to zostaje Mospilan lub Fastac, Nurelle jest kontaktowe

niedziela, 26 kwietnia 2015

Przepis na niedzielę

To kubek kawy, lody i "Ulubione warzywa Pana Wilkinsosna".
A przepis na niedzielny obiad sam się jakoś znajdzie.
Nawet jeśli na niedzielny obiad przychodzą rodzice, a lodówka świeci semi - pustkami (tzn. jest w niej sporo jogurtów i sera, ale z tego trudno wymodzić obiad).

Książka mnie zachwyciła. Najpierw grafiką na okładce i ogólnym"klimatem", który mi kojarzy się z latami 60-tymi (odstająca tektura okładki* i obicie grzbietu tkaniną w kropeczki, czerpany papier...) oraz pięknymi zdjęciami.
Potem ogólną filozofią, wedle której najpierw powinno się wybierać na jakie warzywa mamy ochotę (najlepiej sezonowe), a dopiero potem dobieranie do nich mięsa czy ryb (od których "normalni ludzie" zwykle zaczynają) i na koniec dodatków złożonych z węglowodanów.
Podobają mi się też wskazówki praktyczne i dotyczące uprawy warzyw.
W ogóle książka o uprawie i przygotowaniu warzyw jest super pomysłem, nie tylko w erze slow food'a. A mój wewnętrzny ogrodnik zaciera ręce z uciechą...



Na pierwszy ogień i niedzielny obiad poszedł: pieróg z botwinką i fetą.  Zamieniłam w nim ciasto filo na francuskie i jeszcze zanim w sklepie okazało się, że jest tylko jeden pęczek botwinki postanowiłam, że zrobią ją pół na pól ze szpinakiem (który autor przepisu podaje jako zamiennik), bo mój mąż zawsze jęczy, że nie lubi botwinki. Co wcale nie przeszkadza mu chwalić i brać dokładki barszczyku ukraińskiego z tejże nielubianej botwiny :]

pieróg z botwinką, fetą i szpinakiem
pęczek botwiny (org. x2)
ok 100-150 g świeżych liści szpinaku (opcjonalnie)
(czerwona) cebula pokrojona w kosteczkę
250g sera feta
łyżka orzeszków piniowych

łyżka ziaren sezamu
opakowanie ciasta francuskiego (org. 10 płatów ciasta filo +80 g stopionego masła)
3 jajka (org 4)
1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej, sól i pieprz do smaku, oliwa


Piekarnik nagrzać do 180*C
Umytą i grubo pociętą botwinę i szpinak podsmażyć 2-3 minuty (aż zmięknie) na rozgrzanej oliwie z gałką muszkatołową, pieprzem i ew. solą .
W dużej misce umieścić orzeszki pinii, cebulę i pokruszoną fetę i dokładnie wymieszać. Dodać odsączoną botwinę, wymieszać. Dodać ubite jajka i krótko wymieszać, do połączenia składników.

Masę wyłożyć na ciasto, rozsmarować równomiernie na połowie powierzchni i zalepić w trójkątnego pieroga. Wierzch posypać ziarnami sezamu (można posmarować odrobiną jajka) i nakłuć widelcem i wstawić do piekarnika na ok 30-40 min aż ciasto będzie złociste.

(jeśli używa się ciasta filo)
Odłożyć 2 płaty ciasta filo na bok. Resztę układać w wysmarowanej masłem formie (naczyniu żaroodpornym) po 2, posmarować masłem, kolejne 2, posmarować masłem, aż do uzyskania  4 podwójnych warstw. Nałożyć nadzienie równomiernie i podwinąć brzegi ciasta na wierch. Przykryć odłożonymi płatami, zalać resztą masła i posypać sezamem.Nakłuć widelcem i piec 50-60 minut. Wyjąć z piekarnika na 10 minut przed podaniem.

*osobną kwestią jest czy to praktyczne i czy się nie zniszczy ...
podejrzewam, że raczej się zniszczy przy pierwszym zamoczeniu, ale wygląda ładnie


poniedziałek, 13 kwietnia 2015

optymistyczny obiad na...

Miał być obiadkiem środowym przełożonym na piątek. W rezultacie był niedzielny. Ale równie dobry będzie w każdy dzień tygodnia. Łatwy, szybki, kolorowy i smaczny. Czego chcieć więcej ?



Obiad optymistyczny:
pierś z kurczaka/indyka - 1-2 kotlety na osobę
garść świeżych liści szpinaku na osobę
garść truskawek
garść fiołków/bratków/stokrotek*
kozi ser pleśniowy
ryż
kukurydza (u mnie z puszki)
banan
łyżka jogurtu naturalnego
łyżeczka przyprawy curry
trochę mąki,
soli, pieprzu, papryki w proszku do smaku
ew.łyżka majonezu

Ryż ugotować na sypko. Mąkę wymieszać z solą, papryką, pieprzem ew. ziołami prowansalskimi, obtoczyć drobiowe kotlety w mieszance i podsmażyć na złoto (lub skorzystać z patelni beztłuszczowej - wtedy bez mąki). Szpinak i truskawki umyć, osuszyć, rozdrobnić, wrzucić do miski z pokrojonym serem kozim. Ryż podgrzać na patelni z odrobiną masła, dorzucić kukurydzę (+opcjonalnie ziarenka np słonecznika). Wykonać sos cioci Ewy: Banana dokładnie rozgnieść widelcem, wymieszać z jogurtem (i ew. majonezem, ale ja uważam że bez lepszy), dodać curry (ilość wg uznania).
Drób podawać z sosem,  ryż z kukurydzą, a sałatkę wymieszać, wyłożyć na talerz i posypać kwiatkami.

*fiołki czy bratki są dość neutralne w smaku "smakują jak sałata" jak twierdzi mój mąż. Stokrotki są nieco bardziej intensywne, rumiankowe

niedziela, 8 lutego 2015

śniadanko

Ostatnimi czasy nasze niedzielne śniadania są ... mniej standardowe. Wynika to z faktu, że w sobotę zapominam kupić pieczywa i w niedzielę rano trzeba kombinować.
A jedną z moich ostatnio ulubionych kombinacji jest różowy grapefruit z miodem.
Pyszotka. (świetny deser po obiedzie)

Pancakes:
(na 2 osoby)
1 szklanka mąki
1 jajko
3/4 szklanki mleka
2 łyżeczki proszku do pieczenia
40g roztopionego masła
2 łyżki cukru
szczypta soli
Mąkę przesiać.
Przesianą mąkę połączyć z proszkiem do pieczenia, cukrem i solą. Następnie roztrzepać jaja, połączyć z mlekiem i masłem, dodać do mąki. Smażyć na suchej patelni. Podawać najlepiej z miodem i cząstkami różowego grapefruita.

sobota, 7 lutego 2015

iglaki górą

byle nie w ogródku ^^
Ogólnie uważam je za pożyteczne i ładne rośliny.
Tylko że należą do tej grupy roślin "obowiązkowych", tych które ogrodnikom wylewają się uszami.
Pokutuje przekonanie, że w zimie to tylko iglaki wyglądają dobrze. No a poza tym są "bezobsługowe", mało wymagające i ogólnodostępne.
Dlatego na widok cisu* zaciskam pięści, na samą myśl o "tujce" mnie trzęsie, a przy bluszczu i bukszpanie powstrzymuję wycie.
Owszem w naszym klimacie nie ma zbyt wielkiego wyboru roślin zimozielonych, ale iglaki nie są jedynymi roślinami, które wyglądają atrakcyjnie w zimie.
Zresztą ta ich "bezobsługowość" jest im przyznawana trochę na wyrost. Zwłaszcza jeśli ktoś chce mieć jeszcze trawnik. Najlepiej pod nimi.
Poza tym żeby żywopłoty z żywotników (łac. Thuja) wyglądały atrakcyjnie należy je posadzić w odpowiedniej rozstawie, podlewać od czasu do czasu (zwłaszcza w trakcie suszy, na jesieni i w czasie mrozów**), czyścić (ze starych igieł, żeby był przepływ powietrza i nie wchodziły choroby, no i dla wyglądu) i związywać żeby ich śnieg nie rozłamywał.
Ale nie nadużywaniu iglaków w ogrodach chciałam.
Chciałam o wykorzystaniu iglaków w gospodarstwie domowym.


Gałązki modrzewia mogą zostać wykorzystane do, moim zdaniem, uroczych aranżacji czy to w wazonach, koszyczkach z kwiatami cebulowymi, czy zamrożone w wodzie robić za dekoracje i lampiony na zewnątrz .
Pędy sosny mają zaś różnorakie kulinarne zastosowanie. U mnie zmielone z solą nadawały delikatny aromat polędwicy wołowej. A w formie nalewki (dostaliśmy) z dodatkiem wody sodowej i cząstki czerwonego grapefruita nadawały drinkowi orzeźwiający kwaskowato-gorzki posmak.

Kuszą mnie też krakersy z sosną i czarną solą, ale tą drugą muszę jeszcze zakupić. A na razie żeby zobaczyć że zastosowanie sosny nie ogranicza się do masztów, lasów i syropu na kaszel polecam zajrzeć tu.
A w lutym rozglądać się za brzozą.






*a cis to taka fajna roślina. I taka cenna. Dawniej z jej wytrzymałego i bardzo elastycznego drewna robiono łuki i została niemal przez to wytępiona. Teraz z igieł wytwarza się jeden z popularniejszych leków anty-nowotworowych stosowanych przy chemioterapii. A ptaki jadają słodkie czerwone osnówki z owocków i chowają się w gęstych zimozielonych krzewach.
** jak są igły (liście), to jest nadal transpiracja (parowanie), ale jak ziemia jest zamarznięta, to nie ma dostępu do wody. Dlatego należy roślinie pomagać. Zwłaszcza na jesieni zanim przyjdą mrozy.

czwartek, 15 stycznia 2015

maruda

Dwa marudne artykuły-posty. Zupełnie różne.
Podczas gdy pierwszy, jakkolwiek nieco chaotycznie napisany, jest merytoryczny i bardzo ciekawy. Nie sądzę jednak by cokolwiek zmienił, bo czyje sumienie miałby poruszyć?
A nadal sądzę że warto przeczytać.

Drugi . Natychmiast znalazło się stado marud, z autorem na czele.
Że głośno, że biedne psy, ptaki, ludzie chorzy i zwierzęta w Zoo.
Więc po pierwsze profesjonalne fajerwerki nie mają na celu ogłuszyć widzów - nie są tak głośne jakby się zdawało oceniając na podstawie petard sylwestrowych. Wybuchają naprawdę wysoko, co jeszcze zmniejsza ilość decybeli.
A i informacja o imprezie jest podawana z 9 (!) miesięcznym wyprzedzeniem. Jeśli ktoś troszczy się o zdrowie psychiczne swojego psa, kanarka czy papugi zawsze może swojego pupila spakować  i na tą jedną sobotę wywieźć na bezpieczną odległość. Psa np. można zabrać na długi spacer do Kampinosu. Zresztą ile z tych gdakających osób rzeczywiście mieszka w bezpośrednim sąsiedztwie Narodowego? Ile jest szpitali?
Na Narodowym zresztą zwykle jest głośno, więc okoliczne dzikie zwierzęta albo mają trochę instynktu i same trzymają się z daleka, albo już dawno przywykły. A te z ogrodu Zoologicznego będą w budynkach, a i też nie jest znowu aż tak blisko.
Kolejny zarzut. 7 godzin fajerwerków. Czy ludzie naprawdę wierzą, że przez cały czas trwania imprezy będą strzelać?! W samym artykule jest powiedziane, że będą 4 pokazy po 20 minut.

Smród, smog i chemikalia oraz - wisienka na torcie:

"Warszawa ma za mało smogu! Jesteśmy tylko w czołówce najbardziej zanieczyszczonych miast europejskich, a zasługujemy na pozycję lidera!"
To akurat gówno prawda, bo akurat Warszawa ma to szczęście mieć pod bokiem park narodowy i to w dodatku tak usytuowany, że przeważające w naszym kraju wiatry zachodnie lub południowo-zachodnie spychają nad stolicę czyste powietrze. Szacuje się, że powietrze nad Wawą co 3 dni wymienia się na świeże. Zresztą sama aglomeracja ma 30% terenów zielonych, a nawet park krajobrazowy nad  Wisłą.
Oczywiście nie oznacza to, że jest całkiem różowo, bo Polska jako kraj ma najbardziej zanieczyszczone powietrze w UE i normy zanieczyszczeń, na rok, w większości miast są przekraczane już w kwietniu. Ale jest to raczej kwestia tego, że każda polska rodzina musi mieć co najmniej 2 samochody i że te samochody nie spełniają norm emisji (ile się widzi starych gruchotów na ulicy, z ilu rur wydechowych wydobywa się czarny dym ?!). Że korki są gigantyczne, że wszyscy muszą wjechać do centrum, bo jeździć komunikacją to chyba obciach...
63% zanieczyszczenia powietrza w Warszawie to właśnie zanieczyszczenia komunikacyjne. I pokaz fajerwerków naprawdę nie ma szans konkurować z emisją tysięcy samochodów codziennie stojących w korkach na warszawskich ulicach.
A i autor tego komentarza chyba nie wie co to jest smog ...

Jeszcze oczywiście kwestia pieniędzy. Jak to biletowanie? Czemu tak drogo? I kto niby kupi bilety skoro można sobie zobaczyć z mostu na Wiśle... I że koszty się nie zwrócą z biletów, bo przecież nie sprzedadzą ich wystarczająco dużo.
Wydaje mi się że tego typu imprezy zwykle mają sponsorów, a czy bilety są drogie czy tanie i czy to się wszystko zwróci, to już nie mój problem.
Ja osobiście się cieszę, że na Narodowym się jednak coś dzieje a i na pokazy chętnie pójdę.